O muzyce
Nie jestem koneserem muzycznym, ale lubię poszukiwać różnych brzmień i rozmaitej muzyki. Jestem zdeklarowanym fanem brytyjskiej muzyki gitarowej: Pulp, Oasis, The Strokes, Arctic Monkeys, a ostatnio wrażenie robi na mnie szkocka grupa Franz Ferdinand
Fascynuje mnie Manu Chao, którego twórczość odkryłem późno, ale wciągnęła mnie bardzo mocno. Nie zawsze zgadzam się z politycznym - co tu kryć - przesłaniem hiszpańskiego Francuza z Barcelony, ale muzyka już od czasu zespołu Mano Negra jest moim zdaniem po prostu rewelacyjna.
Fajnie słucha się Fisza, który z pomocą brata i przyjaciół umie stworzyć muzykę intrygującą i ciekawą. Lubię też hip-hop, ale trudno znaleźć mądry polski rap odarty z blokowego banału. Dlatego wolę w małych dawkach hip-hop anglojęzyczny i tu szczególnie polecam Anglika występującego pod nazwą The Streets. Bardzo ciekawa muzyka i mocne teksty, warto poznać.
Bardzo lubię The White Stripes - amerykańskie rodzeństwo albo małżeństwo (nigdy nie chciało mi się tego zgłębiać) Jacka i Meg White z Detroit. Tworzą moim zdaniem zupełnie unikalną muzykę rockową z momentami bardzo zabawnymi tekstami.
Bardzo dobry relaks zapewniają projekty Saint Germain i de phazz - nie wiem, jak fachowcy nazywają ten rodzaj instrumentalnej muzyki, ale słucha jej się bardzo dobrze. Idealna do zadymionych klubów. Przy okazji muzyki instrumentalnej nie sposób pominąć depresyjnego Portishead.
Mam sentyment do legendarnej wytwórni nowojorskiej Blue Note Records, gdzie każdy nagrywający muzyk to perełka muzyczna. Połączenia jazzu, hip hopu, muzyki instrumentalnej i zupełnie unikalnej estetyki dają efekty znakomite. Moim faworytem z Blue Note jest zdecydowanie Madlib - bardzo gorąco polecam. A szczególnie cenna w mojej kolekcji jest płyta na której artyści związani z Blue Note grają utwory George'a Gershwina, którego uwielbiam od czasu ilustracji muzycznych filmów Woody'ego Allena.
Przy okazji Allena - też grywa na klarnecie i ma zespół Woody Allen and his New Orleans Jazz Band. Rozrywka w dobrym, dixielandowo-jazzowym stylu.
Na koniec wspomnę The Beatles, ale tych z końca wspólnej kariery, z czasów albumów "Sgt. Pepper Lonely Hearts Club Band", "White Album" czy "Abbey Road".
Siłą rzeczy nie da się wspomnieć o wszystkich artystach, których twórczość lubię. Każdego zapomnianego i pominiętego przepraszam ;-)